Vision Design
Vision Design

Poprawieni do perfekcji. Jak AI odbiera młodym akceptację siebie.

Coraz częściej patrzę na zdjęcia w mediach społecznościowych i mam wrażenie, że coś się w nich zmieniło. Nie chodzi o kadry, światło czy styl. Chodzi o to, że coraz trudniej odróżnić zdjęcie od wizualnej obietnicy. Twarz na ekranie wygląda naturalnie, ale jednocześnie… zbyt idealnie. Jakby była prawdziwa, tylko trochę lepsza. Wtedy pojawia się pytanie, które wraca do mnie coraz częściej: jeśli tak wygląda „normalność” w sieci, to co dzieje się z naszym poczuciem normalności poza nią?

Gdy poprawianie przestaje być wyjątkiem

Przerabianie zdjęć nie jest niczym nowym. Robiliśmy to od lat — filtry, lepszy kąt, dobre światło. Różnica polega na tym, że kiedyś edycja była widoczna. Dziś sztuczna inteligencja potrafi zmienić wygląd w sposób, którego nie da się łatwo wykryć. Zdjęcie nie krzyczy „to filtr”. Ono po prostu wygląda… lepiej.

To subtelne przesunięcie robi ogromną różnicę, bo gdy coś wygląda naturalnie, zaczynamy traktować to jak punkt odniesienia, a wtedy naturalna twarz w lustrze potrafi wydać się gorsza. Zbyt zmęczona. Zbyt zwyczajna. Jakby wymagała korekty.

AI nie narzuca jednego ideału piękna. Ona tworzy spersonalizowane ideały — dokładnie takie, które pasują do naszej twarzy. I to jest dużo trudniejsze do udźwignięcia niż porównywanie się do celebrytów, bo nie porównujemy się już do kogoś innego. Porównujemy się do siebie. Tylko w wersji, której nie da się osiągnąć.

Najtrudniejsze porównanie

Psychologia od dawna mówi o tym, że porównywanie się w mediach społecznościowych wpływa na samoocenę. Ale AI dokłada do tego nowy poziom. Zaczynamy żyć obok swojej ulepszonej wersji — tej z galerii telefonu i feedu. I to porównanie jest bezlitosne, bo zawsze przegrywamy. Zawsze jesteśmy mniej symetryczni, mniej gładcy, mniej „tacy jak na zdjęciu”. Nawet jeśli nikt inny nie widzi różnicy, my widzimy ją doskonale.

Z czasem pojawia się coś jeszcze bardziej niepokojącego: brak zaufania do własnego wyglądu. Jeśli na zdjęciach zawsze poprawiamy twarz, to przestajemy wierzyć, że ta niepoprawiona jest wystarczająca.

Kiedy filtr zaczyna wyznaczać cel

Kilka lat temu w mediach pojawiło się określenie „Snapchat dysmorphia” — opisujące sytuacje, w których ludzie zaczynają chcieć wyglądać jak swoje przefiltrowane selfie. Dla mnie to jedno z tych pojęć, które brzmią jak medialna sensacja, ale kryją bardzo realny problem.

To nie filtry są groźne. Groźne jest to, że zaczynamy traktować je jak projekt przyszłego siebie. Jakby ciało i twarz były wersją roboczą, którą można — a może nawet trzeba — doprowadzić do wersji „finalnej”. AI jeszcze bardziej zaciera granicę między poprawą zdjęcia a poprawą siebie.

Prawdziwe historie, które trudno zignorować

Nie chcę pisać o tragediach w sposób sensacyjny, ale nie da się też udawać, że ich nie ma. Historie influencerek, które zmarły po operacjach plastycznych wykonywanych w kontekście współprac i presji wizerunkowej, są trudne do czytania właśnie dlatego, że nie są oderwane od rzeczywistości.

To nie są opowieści o próżności. To opowieści o systemie, w którym wygląd staje się walutą. W którym ciało jest narzędziem pracy. A granica między „chcę wyglądać lepiej” a „muszę wyglądać lepiej” zaczyna się rozmywać.

Dlaczego młodzi płacą najwyższą cenę

Dla młodych ludzi media społecznościowe to nie dodatek do życia. To miejsce, w którym buduje się tożsamość, relacje, poczucie wartości. Jeśli w tym świecie obowiązuje niepisana zasada, że zdjęcia powinny być poprawione, to presja staje się czymś oczywistym.

Najbardziej niepokoi mnie myśl, że młode pokolenia mogą dorastać w przekonaniu, że ich naturalny wygląd jest wersją „nie do pokazania”. Że prawdziwa twarz nadaje się tylko do prywatności, a publicznie trzeba prezentować coś lepszego.

Co możemy zrobić, zamiast udawać, że problem nie istnieje

Nie wierzę w zakazy. Wierzę w świadomość. W nazywanie rzeczy po imieniu. W mówienie: „to zdjęcie jest edytowane” — bez wstydu i bez tłumaczeń.

Może warto:

  • zostawić część zdjęć niepoprawionych, nawet jeśli są „niedoskonałe”,
  • nie poprawiać cech, które są najbardziej nasze,
  • przestać obserwować konta, po których czujemy napięcie zamiast inspiracji,
  • rozmawiać z młodszymi o tym, jak bardzo obraz w sieci różni się od rzeczywistości.

To małe gesty, ale to właśnie od drobiazgów zaczyna się zmiana.

Na koniec

AI nie jest problemem sama w sobie. Problemem jest pytanie, które zadaje nam po cichu: czy taka wersja ciebie jest wystarczająca, żeby pokazać ją światu? Jeśli odpowiedź coraz częściej brzmi „nie”, to może warto się na chwilę zatrzymać. Zanim idealna wersja nas samych całkowicie przysłoni tę prawdziwą.

Autor: Elżbieta Malik